Rolnicy z północnego Mazowsza biją na alarm. – Nasza praca przestała się opłacać! Wszyscy zbankrutujemy. Ten rząd zabije polskie rolnictwo. Jeśli nie ruszymy na Warszawę i nie zrobimy tam porządku z PiS nasze dni są policzone – grzmią rolnicy.

Przed wyborami ziemia rolna w gminie Bulkowo w powiecie płockim, kosztowała 116 tysięcy złotych za hektar. Obecnie rolnicy są gotowi odsprzedać swoje areały po 35 tysięcy. Niestety nawet za taką cenę brakuje chętnych. W pobliskich Staroźrebach rolnicy są tak zdesperowani, że gotowi są sprzedawać ziemię za 30 tysięcy za hektar, ale i ta cena nie jest wstanie skusić kupujących.

Ziemi nikt nie chce kupować, nie tylko dlatego, że ustawa PiS zniszczyła obrót ziemią w Polsce. Także dlatego, że jej uprawa straciła jakikolwiek sens ekonomiczny. W Lidzbarku Welskim, z pola 120 hektarów cebuli, zebrano plon z 30 hektarów. Po podliczeniu kosztów, pozostałe 90 hektarów postanowiono zaorać, aby ograniczyć straty.

Rolnicy zwracają też uwagę, że oficjalne ceny w skupach są celowo zawyżane, a rolnikom płacił się w rzeczywistości dużo mniej. – Oficjalna cena za tonę pszenicy to 650 zł. W rzeczywistości to 550 zł – mówi rolnik z powiatu płockiego. – Kusi się nią gospodarza, aby przywiózł swój plon do skupu. Tam trzyma się go w kolejce dwa, trzy dni. Każdy dzień postoju to około 200 zł. Potem proponuje mu się cenę dużo niższą od oficjalnej. Rolnicy ponieśli już koszty więc zgadzają się na taki szantaż i sprzedają ze stratą – dodaje.

Jednak nie tylko uprawa ziemi przestaje być opłacalna, dotyczy to również hodowli. – PiS każe trzymać kury w zamknięciu. A zamknięte kury nie chcą dawać jajek. Kiedyś przed świętami, zwyczajowo bito w gospodarstwach zwierzęta, teraz trzeba je wozić do rzeźni. Tam za ubicie cielaka żądają 400 złotych. To się nie opłaca – uważa rolnik z gminy Bulkowo.

Rolnicy swoje problemy przedstawili posłowi PSL z ziemi płockiej Piotrowi Zgorzelskiemu. – Szyszko wycina lasy, a Jurgiel polskich rolników. To co się dzieje obecnie na wsi to celowe niszczenie polskiego rolnictwa – uważa Zgorzelski.

– Już teraz mamy sygnały, że rolnicy mają problemy ze spłatą kredytów zaciągniętych w bankach, bo nie mają z czego płacić. Sytuacja jest dramatyczna, a ludzie doprowadzeni do ostateczność są skłonni do radyklanych kroków. Jeśli rząd PiS nie posłucha PSL i nie zmieni swojej polityki, milion rolników przyjedzie do Warszawy i nie pod Sejm, ale na ul. Nowogrodzką. Bo to właśnie tam podejmowane są te fatalne decyzje – dodaje poseł PSL.