Trzeba zjednoczyć Polskę i przywrócić normalność, przywrócić normalne relacje między sąsiadami i w rodzinie – mówił w zagrodzie Wincentego Witosa w Wierzchosławicach lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.


Dom Wincentego Witosa w Wierzchosławicach jest dla prawdziwych ludowców miejscem szczególnym, stanowiącym inspirację i zachętę do działania. – Stanowi o naszej historii, tradycji, ale jest też wektorem na przyszłość – przypomniał prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz podczas spotkania ludowców w rodzinnym domu trzykrotnego premiera II RP.


Ludowcy zebrali się tam, by „dać tamę obłudzie, kłamstwu i propagandzie”. Życie i działalność Witosa zawsze bowiem stanowiły dla ludowców źródło inspiracji i przypominały o idei demokracji, jedności i samorządności.

„Zaprzestańcie wszelkich kłótni pomiędzy sobą, stańcie się jedną wielką solidarną rodziną” – zdaniem Władysława Kosiniaka-Kamysza te słowa z testamentu Wincentego Witosa wszyscy politycy powinni wziąć sobie do serca.


Lider PSL stwierdził, że „nie ma dziś na pewno w Europie tak podzielonego państwa, które ma tak wiele problemów wewnętrznych wynikających z tego, że ideologia nienawiści, zawiści i zazdrości, reprezentowana przez grupę rekonstrukcyjną sanacji pod nazwą PiS dzieli i niszczy Polskę”

– Tu chodzi o Polskę, a nie tylko o wybory samorządowe, to jest sprawa znacznie poważniejsza – podkreślił W. Kosiniak-Kamysz. Zadaniem ruchu ludowego było zawsze „iść pod prąd, iść do góry, ale nie płynąć z prądem, bo tak jest łatwiej”.


Szef PSL, oceniając premiera Mateusza Morawieckiego powiedział, że „chce on mienić się ludowcem, bo tak mu się spodobało”, a w Wierzchosławicach będzie pewnie tylko przed wyborami.

– Pan premier w Wierzchosławicach będzie tylko przed wyborami. Niech pan się zajmie swoimi bankami, bankierami, kredytami, bo to panu może wychodziło, ale rządzenie i budowanie państwa panu po prostu nie wychodzi. I smutno jest stać przed domem premiera naszej wolności i myśleć, że dzisiaj w Polsce jest premier, który kłamstwo, manipulację i tchórzostwo ma codziennie wyryte i w swojej mowie i w swoich czynach. Przykro jest, bo chcielibyśmy mieć, niezależnie, kto wygrywa wybory, przyzwoitego premiera, takiego, jakim był Wincenty Witos – podkreślił Władysław Kosiniak-Kamysz.