10 kwietnia to nie tylko data. To dzień, który zatrzymał Polskę. Moment, w którym historia i współczesność spotkały się w jednej tragedii i w jednym zobowiązaniu.
96 osób leciało oddać hołd ofiarom Katynia. Lecieli w imieniu nas wszystkich. Nie wrócili.
Dziś to my jesteśmy odpowiedzialni za pamięć. I za to, czy stanie się ona źródłem wspólnoty, czy podziału.
Lot ku pamięci. Powrót w ciszy
10 kwietnia 2010 roku czas w Polsce na chwilę się zatrzymał. W katastrofie pod Smoleńskiem zginęło 96 osób – przedstawiciele elity państwa i ludzie służby publicznej, którzy lecieli oddać hołd ofiarom Katynia. Wśród nich byli także przedstawiciele ruchu ludowego: Leszek Deptuła, Wiesław Woda i Edward Wojtas. Ich obecność nie była przypadkowa. Była świadectwem odpowiedzialności za państwo, historię i ciągłość pamięci.
Smoleńsk to coś więcej niż data. To rana, która wciąż przypomina, kim jesteśmy jako wspólnota.
Chwila, w której byliśmy razem
Dziś, po latach, wyraźnie widać, jak wielką próbą była ta tragedia, nie tylko dla rodzin ofiar, ale dla całej Polski.
W pierwszych dniach po katastrofie potrafiliśmy być razem.
– Chciałoby się powiedzieć, że takie momenty powinny skłaniać do refleksji i jednoczyć i tak było w pierwszych dniach – przypomina wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.
Ale ta jedność nie przetrwała. W kolejnych latach Smoleńsk stał się także osią sporu.
– Znaleźli się tacy, którzy chcieli niszczyć tę wspólnotę, zatruwać, jątrzyć – mówi dziś lider PSL.
To gorzka diagnoza, ale też ważne ostrzeżenie.
Największa próba
Dziś potrzebna jest decyzja, nie polityczna, lecz wspólnotowa. Decyzja o tym, że pamięć nie stanie się narzędziem podziału. Że 10 kwietnia nie będzie datą wykorzystywaną, lecz przeżywaną.
– Jest nadzieja, że ci, którzy chcą tę tragedię fałszywie wykorzystać, w końcu przegrają, bo muszą – podkreśla Władysław Kosiniak-Kamysz.
Silniejsza niż spór
Pamięć o ofiarach Smoleńska jest silniejsza niż spory. Głębsza niż bieżąca polityka. To ona powinna wyznaczać kierunek: ku odpowiedzialności, ku wspólnocie, ku Polsce, która potrafi być razem w najtrudniejszych momentach.
Bo, jak przypomina lider PSL: „dobro zwycięża zło, bo miłość jest silniejsza niż nienawiść”.
Pamięć sama w sobie nie dzieli.
To od nas zależy, czy stanie się fundamentem wspólnoty.


