Jak bańka mydlana pryska kolejny z fałszywych i sztucznie kreowanych wizerunków partii obecnie sprawującej władzę. Dziś wyraźnie widać, jak łatwo przychodzi prominentnym działaczom PiS przemilczanie i przekręcanie niewygodnych faktów historycznych.

Od wielu lat PiS kreuje się na „jedynych sprawiedliwych” i „patriotycznych Polaków”. Przedstawiciele innych ugrupowań traktowani są jak obywatele drugiego sortu, zdrajcy, osoby zupełnie nie pojmujące słowa patriotyzm. Dziś w świetle ostatnich wydarzeń, widzimy jak na dłoni prawdziwe oblicze ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. Gdzie jest patriotyzm? Gdzie właściwy stosunek do Polski i jej historii? Jak łatwo przychodzi prominentnym działaczom PiS, dziś wpływowym przecież ministrom, marszałkom i posłom, przemilczanie, a czasem i przekręcanie niewygodnych faktów. Co więcej, niejednokrotnie czyni się to z niespotykaną wręcz obłudą i wyrachowaniem.

Słowo „wyrachowaniem” należy wytłuścić i napisać drukowanymi literami. Jak bowiem określić cyniczną grę pamięcią Wincentego Witosa, jaką przedstawiciele PiS prowadzą już od kilku lat? Od wielu lat członkowie i sympatycy PSL, gromadzą się w dniu śmierci swego legendarnego przywódcy w Wierzchosławicach (rodzinnej wsi Witosa), aby właśnie tam, oddać mu cześć i honor. Zaduszki Witosowe, bo tak w tradycji ruchu ludowego obchody te zostały nazwane, są szczególnym czasem dla ludowców. Do Wierzchosławic przyjeżdżają liderzy Stronnictwa, posłowie, marszałkowie, lokalni działacze. Przyjeżdżają aby tam „naładować swe ludowe akumulatory”.

Od kilku lat PiS próbuje zawłaszczyć to święto, jak i pamięć o Wincentym Witosie, świętując w Wierzchosławicach kolejne rocznice urodzin ikony ruchu ludowego. Oczywiście oficjalnie obchody te organizowane są przez NSZZ Solidarność RI, jednakże lista zapraszanych gości jest aż nadto sugestywna. Osobiście cieszę się, że pamięć o Wincentym Witosie jest tak szeroko propagowana. Ale cieszyłbym się jeszcze bardziej, gdyby owe uroczystości, organizowane przecież na zlecenie władz PiS, były rzeczywistą oznaką czci należnej trzykrotnemu Premierowi.

Cyniczna gra PiS

Jak bowiem te same osoby, które w styczniu zjawiają się w Wierzchosławicach „bijąc fanfary” na cześć Wincentego Witosa, chwilę później odrzucają kolejne wnioski o jego rehabilitację?

PSL wielokrotnie składało takie wnioski. W obecnej kadencji Sejmu, PiS ponownie nie przystało na proponowaną przez ludowców kasację wyroku polskiego sądu uznającego winę Wincentego Witosa i innych polityków ówczesnego Centrolewu. Samo aresztowanie odbyło się na polecenie ministra spraw wewnętrznych gen. Felicjana Sławoja Składkowskiego. Bez nakazu sądowego, w nocy z 9 na 10 września 1930 r., żandarmeria wojskowa i policja aresztowały 19 przywódców opozycji i byłych posłów. Jak podają źródła historyczne, ich listę osobiście zatwierdził marszałek Józef Piłsudski (pełnił on w tym czasie funkcję premiera). Do więzienia w Brześciu trafili wówczas m.in. Wincenty Witos, Adam Ciołkosz, Władysław Kiernik i wielu innych opozycyjnych, wobec Józefa Piłsudskiego, działaczy. Dnia 26 października 1931 r. rozpoczął się proces, w którym prokurator zarzucał oskarżonym, że w okresie od 1928 r. do 9 września 1930 r. po wzajemnym porozumiewaniu się i działając świadomie, wspólnie przygotowywali zamach, którego celem było usunięcie przemocą członków sprawującego w Polsce władzę rządu i zastąpieniu ich przez inne osoby, wszakże bez zmiany zasadniczego ustroju państwowego.

Dlaczego politycy PiS z jednej strony mówią tak: Jarosław Kaczyński (przemawiał jesienią 2007 do rolników w Wierzchosławicach): Wincenty Witos budował tradycję ruchu ludowego, która jest własnością polskiej wsi. Ale jest także własnością Polski, bo nie ma rozwiązania polskich problemów bez rozwiązania problemów polskiej wsi; a z drugiej strony mówią tak: (odpowiedź ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry na złożoną w grudniu 2005 r. interpelację posłów PSL „w sprawie potrzeby wniesienia kasacji na korzyść Wincentego Witosa”): W stanie faktycznym sprawy, ustalonym przez sąd I instancji i zaakceptowanym przez sąd odwoławczy [w 1932 r.], zachowanie p. Wincentego Witosa i pozostałych oskarżonych, z formalnego punktu widzenia, wyczerpywało znamiona (…) rosyjskiego kodeksu karnego z 1903 r.

Dziś jesteśmy świadkami kolejnej odsłony historycznych matactw i niekonsekwencji polityków PiS. Odsłony, w mojej ocenie, wyjątkowo bulwersującej. W 73. rocznicę rzezi wołyńskiej, przedstawiciele PiS doznali kolejnej, nagłej i masowej amnezji. Po raz kolejny o polską historię upomniało się PSL. Do grona ludowców dołączyli posłowie Kukiz ’15. Przedstawiciele obu partii złożyli do laski marszałkowskiej propozycję uchwały o uznaniu za zbrodnię ludobójstwa rzezi, którą dokonała na Polakach mieszkających na Wołyniu, Ukraińska Armia Powstańcza. Propozycję stosownej ustawy zgłosił nawet poseł PiS – Michał Dworczyk. Nagle z porządku obrad posiedzenia Sejmu znika głosowanie nad owymi projektami ustawy i uchwał.

W tym miejscu posłużę się cytatem z blogu wielkiego orędownika sprawy wołyńskiej ks. Tadeusza Isakowicza-Zalewskiego: Wbrew ubiegłorocznym obietnicom wyborczym, wbrew także niedawnym obietnicom danym środowiskom kresowym i rodzinom ofiar ludobójstwa, parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwość wycofują się rakiem z własnego projektu uchwały, w której miano wreszcie powiedzieć prawdę o ludobójstwie Polaków i obywateli polskich innych narodowości, pomordowanych w latach 1939-1947 przez zbrodniarzy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii i SS Galizien. Co gorsze, marszałek Marek Kuchciński, sympatyzujący od lat z nacjonalistami ukraińskimi, po spotkaniu w poprzednią niedzielę z przewodniczącym parlamentu w Kijowie Andrijem Parubijem, uległ presji swego rozmówcy i zablokował możliwość przeprowadzenia przed szczytem NATO głosowania w Sejmie nad wspomnianą uchwałą. Jest to jest jawną uległością wobec nacisków władz obcego państwa. I to w chwili, gdy z kieszeni polskiego podatnika do dziurawego budżetu wschodniego sąsiada, zarządzanego przez oligarchów i skorumpowanych urzędników,  płynie coraz większy strumień pieniędzy. Niestety podobnie postąpił marszałek Senatu Stanisław Karczewski, który w jednym z wywiadów telewizyjnych nawoływał do „obniżenia poprzeczki” w upominaniu się o uczczenia ofiar UPA. Takie zachowanie obu marszałków polskich izb parlamentarnych to nie tylko uległość, ale i żenada. Dodam też, że pan prezydent Andrzej Duda, jak i wspomniany marszałek Karczewski, w ogóle nie odpisali na listy (wysłane pocztą polecaną) skierowane do nich przez organizatorów XXII Światowego Zjazdu Kresowian na Jasnej Górze. Nie zareagowali też na prośby o objęcie honorowego patronatu. I to ma być szacunek wobec ludzi starszych, zwłaszcza wobec tych, którzy na Kresach Wschodnich przelewali krew za wierność Rzeczypospolitej?. Przytoczony tekst jest tak wymowny, iż nie wymaga żadnego komentarza.

Historyczne amnezje PiS

Przytoczę jeszcze sprawę, która w ostatnich tygodniach była głośno komentowana. W odwecie za upomnienie, jakie w kierunku młodych prawicowych „patriotów”, wygłosił podczas obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego na Powązkowskim Cmentarzu, Generał Zbigniew Ścibor-Rylski, machina propagandowa PiS przypuściła na niego skomasowany atak. Zarzuty o agenturalność, układy z SB nabrały na sile. Pragnę przypomnieć w tym miejscy, że ten wielki Polak jest bohaterem II wojny światowej, jest również między innymi kawalerem Virtuti Militari (dwukrotnie), Krzyża Walecznych (dwukrotnie), Odznaki za Rany i Kontuzje, Krzyża Partyzanckiego, Medalu za Warszawę 1939-1945. Cóż to znaczy wobec zbrodni jaką było upomnienie o kulturalne i stosowne do sytuacji zachowanie gwiżdżących na cmentarzu młodych prawicowych „patriotów”? Ci sami politycy, którzy podsycając nastroje społeczne, kierują ostrze krytyki w tak znamienite postacie, powołują PRL-owskiego prokuratora na stanowisko szefa Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka Polskiego Parlamentu. Co więcej powierzają mu pracę nad nową ustawą o Trybunale Konstytucyjnym. Pozostawię to bez komentarza.

Polskie Stronnictwo Ludowe wielokrotnie upominało się o rehabilitację Wincentego Witosa i innych polityków uwięzionych i sądzonych na rozkaz Józefa Piłsudskiego. Czyni to pamiętając i nie umniejszając ogromu zasług jakie Józef Piłsudski oddał ojczyźnie.

PSL pamięta o Wołyniu

Podobnie jak będzie się upominać o „oczywistą oczywistość” jak mawia Jarosław Kaczyński. O oczywistą oczywistość, czyli przyznanie, że to co wydarzyło się na Wołyniu było zbrodnią ludobójstwa. PSL będzie z całą stanowczością, z wykorzystaniem wszystkich możliwych środków, stało no straży prawdy o wydarzeniach z lipca 1943 roku. W tym roku, wspólnie z Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, PSL czynnie włączy się w obchody rocznicy wołyńskiej masakry.

Jak można przeczytać na oficjalnym portalu ludowców: Uroczystości rozpoczną się 11 lipca w Warszawie złożeniem kwiatów pod tablicą upamiętniającą ofiary banderowskiego ludobójstwa pod Domem Polonii przy ul. Krakowskie Przedmieście 64 o godzinie 10. Następnie w sali kolumnowej w Sejmie odbędzie się konferencja naukowa, podczas której zostanie między innymi wyświetlony fragment filmu „Wołyń”- najnowszej produkcji Wojciecha Smarzowskiego. Dodatkowo pragniemy poinformować o obchodach, które odbędą się w Legnicy 10 czerwca. Rozpoczną się o 10 mszą w kościele św. Jana po czym nastąpi przemarsz pocztów sztandarowych i delegacji kresowiaków na zamek Piastów w Legnicy, gdzie odbędą się dalsze uroczystości w tym prezentacja książki ks. Tadeusza Isakowicz-Zalewskiego i prof. Józefa Wołczyńskiego.

Na zakończenie chciałbym krótkim cytatem przybliżyć to co wydarzyło się na wołyńskiej ziemi, a czego PiS boi się lub po prostu nie chce nazwać ludobójstwem. W nocy z 10 na 11 lipca 1943 oddziały UPA przy wsparciu chłopstwa ukraińskiego zmobilizowanego w tzw. Samoobronnych Kuszczowych Widdiłach przystąpiły do skoordynowanego ataku na miejscowości, w których żyli Polacy, głównie w powiatach włodzimierskim i horochowskim, a także kowelskim. Jednej z pierwszych masakr dokonano w Dominopolu, rozstrzeliwując przy okazji współpracujący dotąd z UPA oddział partyzancki Stanisława (Celestyna?) Dąbrowskiego. Sprawcy (przypuszczalnie upowcy zahonu „Sicz” Antoniuka) zabili około 220 Polaków. Około godziny 2.30 UPA napadła na Gurów, zabijając 200 Polaków. Pół godziny później ci sami sprawcy przeszli do Wygranki, gdzie zamordowali 150 osób[1].

Oprawcy działali w wyspecjalizowanych grupach – jedne pododdziały otaczały wieś kordonem, inne zajmowały miejscowość, gromadziły ofiary w jednym miejscu i dokonywały masakry. Oczyszczaniem terenu z niedobitków oraz grabieżą zajmowali się ukraińscy chłopi[2]. Oddziały UPA po dokonaniu masakry w jednym miejscu szybko udawały się do następnej osady, którą zamierzano wymordować[1]. W kilku przypadkach (Chrynów, Krymno, Kisielin, Poryck, Zabłoćce) dokonano zbrodni na Polakach zebranych na mszy w kościele[2]. W Chrynowie zamordowano 150 osób, W Krymnie 40, w Porycku 200, a w Zabłoćcach 76. W Kisielinie zginęło 90 Polaków, lecz część wiernych zdołała zabarykadować się na piętrze plebanii i obronić przed atakami upowców. W wyniku ataków na kościoły zginęło dwóch księży (Józef Aleksandrowicz w Zabłoćcach oraz Jan Kotwicki w Chrynowie), zaś ks. Witold Kowalski z Kisielina został ciężko ranny. Ksiądz Bolesław Szawłowski według sprzecznych relacji zginął także 11 lipca (w kościele w Porycku), lub też został jedynie ranny a upowcy odnaleźli go i dobili dzień później[3].

Ludność polska ginęła od kul, siekier, wideł, kos, pił, noży, młotków i innych narzędzi zbrodni. Nierzadko zbrodnie były dokonywane ze szczególnym okrucieństwem, ofiary były torturowane[2]. Często polskich zabudowań nie palono od razu, lecz dopiero po kilku dniach, by w tym czasie schwytać i zabić ewentualnych niedobitków, którzy powróciliby do swoich domów[2].

Dr Robert Plebaniak

Autor jest doktorem nauk matematycznych. Wykłada na Uniwersytecie Łódzkim. Z PSL związany od 2011 roku. 

 

Bibliografia:
[1] Grzegorz Motyka, „Od rzezi wołyńskiej…”, str. 137-141.
[2] Władysław Filar, Przebraże – bastion polskiej samoobrony na Wołyniu, Warszawa 2007, ISBN 978-83-7399-254-2, s. 39-42;
[3] Maria Dębowska, Leon Popek, Duchowieństwo diecezji łuckiej. Ofiary wojny i represji okupantów 1939-1945, Lublin 2010, ISBN 978-83-7270-791-8, ss. 14, 34, 102-103, 143.