Skip to main content

Ryszard Nowosielski napisał kiedyś znamienne słowa: „Polacy są zawsze gotowi oddać życie za wolność, z której nie umieją skorzystać”. Prawda ta dziś znajduje swoje potwierdzenie. Obecna sytuacja polityczna, zdaje się doskonale wpisywać w te słowa.

Trzydzieści lat budowania, wolnej, samorządnej i demokratycznej Polski, na naszych oczach jest zupełnie dewaluowane. Niszczone jest wszystko to, co udało się przez lata wypracować. Ów proces destrukcji, wydaje się dotyczyć wszystkiego, niezależnie czy jest to dobre, czy nie. Niestety, żyjemy w kraju, w którym polityczne zacietrzewienie miażdży wszystko co napotka na swej drodze.

Zauważmy, iż nie istnieją już żadne autorytety moralne, do których mogliby się odwołać wszyscy. Polacy zostali podzieleni w każdym aspekcie życia, można powiedzieć „podzieleni do szpiku kości”. Ten podział, to już niestety nie tylko odmienne poglądy polityczne. Dotyka on nawet, a może przede wszystkim, spojrzenia na rzeczywistość. Dziś śmiało mogę postawić tezę. Pokojową nagrodę Nobla, powinien otrzymać ten, komu uda się na nowo scalić Polaków (oczywiście pod względem mentalnym, różnorodność polityczna jest jak najbardziej pozytywna).

Z czego my, jako naród w ostatnim półwieczu, mogliśmy być dumni? Wielka opozycja demokratyczna w okresie PRL, bezkrwawa rewolucja, która rozpoczęła się rozmowami przy okrągłym stole a skończyła wyprowadzeniem wojsk radzieckich z Polski, akcesja z NATO i Unią Europejską. Byliśmy „dynamitem”, który rozmontował system komunistyczny. To nasze pomniki w aspekcie globalnym, wręcz historycznym. Ale mamy również inne wielkie sukcesy. Unikalna w skali świata akcja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy czy podziwiana za granicą polska samorządność.

Niestety, w ostatnim czasie wszystko to sami Polacy (a mówiąc precyzyjniej duża ich część) depczą i niszczą. Pionierem destrukcji okazał się sam rząd, który po ostatnich wyborach wyłoniło Prawo i Sprawiedliwość. Atakowani są wszyscy, którzy ośmielą się podważać przełomowe koncepcje Jarosława Kaczyńskiego. Zacznijmy od początku:

Rozmowy okrągłego stołu

Z jak wielką pogardą przedstawiciele rządzącej partii odnoszą się do tego wydarzenia. Z jak wielką zapalczywością wydarzenie to jest atakowane przez zwolenników PiS. Nie chcę tu przytaczać wszystkich epitetów kierowanych pod adresem samych rozmów, czy bezpośrednio ich uczestników. Fakt, że braci Kaczyńscy brali udział w owych obradach, jest zupełnie pomijany. A czym tak naprawdę był okrągły stół? Dziesięć lat wcześniej, Lech Wałęsa, do zgromadzonych przed bramą stoczni robotników, aby podsumować porozumienia sierpniowe, powiedział: „Dogadaliśmy się jak Polak z Polakiem”. Taki też był okrągły stół. Niezależnie co o nim nie wymyślimy i powiemy, była to próba bezkrwawego wyjścia z komunizmu.

Próba, która całe szczęście okazała się skuteczna. W ocenie roli porozumień, nie do przecenienia wydaje się pytanie: co, jeśli nie próba porozumienia okrągłostołowego? Czy wzorem dla Polski miała być Rumunia, której ulice spłynęły krwią? To co się stało w Polsce, było podziwiane i akceptowane przez cały demokratyczny świat. Wszyscy, stawiali Polaków za wzór.

W tym miejscu warto podkreślić, iż ważną rolę w tym procesie odegrały dwa czynniki. Po pierwsze osłabienie radykalnego ośrodka decyzyjnego w samej Solidarności, a po drugie wola porozumienia wyrażana przez ówczesną ekipę rządową. Jednak dziś, po dwudziestu ośmiu latach, polski rząd, realizując sobie jedynie bliską wizję polskiej wolności, zupełnie deprecjonuje rolę i znaczenie tego wydarzenia. Wyobraźmy sobie, co zrobiliby Niemcy, gdyby to im historia dała taki prezent. Jak bardzo byliby dumni z faktu, że demontaż komunizmu rozpoczął się właśnie u nich, pokojowym porozumieniem. Przykładem może być duma jaką otaczają kolejne rocznice zniszczenia muru berlińskiego. U nas 6 lutego 2017 roku to wymowna cisza.

Polska samorządność

Nasza jej wizja, spotkała się z niezmiernie pozytywną oceną u wschodnich sąsiadów. Autorzy ustawy samorządowej zostali nawet zaproszeni, by w charakterze ekspertów nadzorować podobną reformę na Ukrainie. A co mamy w Polsce? Reforma reformy. PiS przesiąknięte wizją władzy totalnej, niszczy zręby samorządności. Przyłączenie do wielkich miast okolicznych gmin, niewątpliwie może poprawić wynik wyborczy kandydatów PiS, jednakże zniszczy ideę samorządności. Te „sklejenia” forsowane są często wbrew woli lokalnych społeczności. Nie ma tu miejsca na samodecydowanie. Wola Prezesa, wolą narodu, można sparafrazować dobrze znane z przeszłości hasło.

Ograniczenie kadencyjności wójtów, burmistrzów, prezydentów, to kolejny przykład rozwiązania, które ma pozwolić PiS opanować samorządy. Koronny argument można dość szybko zdyskredytować, ale czy kogokolwiek w PiS to interesuje? Ponadto, prawdopodobne jest, że dwukadencyjność doprowadzi do sytuacji, w której włodarz, wybrany na drugą kadencję, może nader często ulegać pokusie stosowania zasady: „po mnie choćby potop”. Brak motywacji kolejną reelekcją, może być w wielu przypadkach zgubny. Te argumenty nie trafiają. Jak to stwierdził prezes Kaczyński, konieczna jest reforma i należy ją wykonać bez zbędnej zwłoki. Reforma, czytaj zniszczenie samorządów i poukładanie ich na modłę jednej partii.

Historia pisana na nowo

Rządzący nie tylko niszczą to, co w Polsce się udało prze ostatnie dwadzieścia osiem lat. Równie chętnie, podważają życiorysy, pisząc na nowo naszą historię. Okazuje się, iż PiS jest kontynuatorem wszelkich patriotycznych postaw i poglądów. Jarosław Kaczyński i jego otoczenie są dziedzicami myśli politycznych, tak skrajnie odległych postaci jak Józef Piłsudski, Wincenty Witos, Roman Dmowski, czy Ignacy Daszyński. Powstają nowe „fakty historyczne”, w których głównym rozgrywającym, można powiedzieć mózgiem, Solidarności był śp. Lech Kaczyński. Największym zaś opozycjonistą, był człowiek, który prawdopodobnie nie spędził w celi, żadnego dnia, czyli Jarosław Kaczyński.

Dawna demokratyczna opozycja, została usytuowana w miejscu, gdzie kiedyś stało ZOMO. Nieważne są dokonania, życiorysy. Jedyne kryterium to stosunek do Jarosława Kaczyńskiego i jego wizji. Albo się jest patriotą albo komunistą i konfidentem. Symbolem historiopisarstwa PiS jest Lech Wałęsa. Pamiętam, gdy po wyborze Aleksandra Kwaśniewskiego na urząd prezydenta, Wojciech Cejrowski mówił, o niepiśmiennych Indianach znających dwóch Polaków: Lecha Wałęsy i Jana Pawła II. Niestety, szkalujący serial z Lechem Wałęsą wydaje się wszechobecny w telewizji publicznej. Epitety serwowane przez niektórych gości nie nadają się do powtórzenia. Okazuje się, że sześcioletnia (1970-1976) współpraca podjęta pod groźbą utraty życia i ataku na rodzinę, przekreśla wszystkie dokonania. Całe lata 80-te, Lech Wałęsa, nie współpracował z SB, co więcej współuczestniczył w demontażu systemu.

Nigdy nie byłem zwolennikiem prezydentury Lecha Wałęsy, jednakże to co się dzieje obecnie, budzi we mnie potępienie dla inspiratorów akcji opluwania byłej głowy państwa. Zastanawia mnie, dlaczego nie mówi się o tym, że być może zakończenie współpracy, mogło okazać się trudniejsze i wymagające większej odwagi, niż jej podjęcie. Kolejny symbol, który uznawał i szanował świat zostaje na naszych oczach zniszczony. Kto będzie następny? Były prezydent Aleksander Kwaśniewski, jest przekonany, o nieuchronnej nagonce na swoją osobę. Cel jest jeden, uczynić z śp. Lecha Kaczyńskiego, jedynego prawego prezydenta Polski. Cały demokratyczny świat puka się w głowę, gdy spogląda na to, co się dzieje w kraju nad Wisłą.

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy

Niezmiernie trudno zrozumieć również to, co rządzący uczynili z akcją Jurka Owsiaka. Po raz kolejny, okazało się, iż olbrzymia praca, wysiłek i jedność jaką udało się wypracować przez lata, może zostać zdmuchnięta. Coś co jeszcze kilka lat temu wydawało się niemożliwe, w tym roku się wydarzyło. Tak wielkiej społecznej akcji, którą zachwyca się cały świat, zamknięto drzwi w publicznych mediach. Groteskowe wręcz starania dziennikarzy prorządowych stacji, zmierzające do ukrycia informacji, o tym czym żyła cała Polska, było wręcz żałosne. Ale to tylko kropla w morzu.

Jakież zdziwienie wywoływały zamknięte drzwi polskich ambasad w różnych krajach. Jak donosiły niektóre media, polskie placówki dyplomatyczne miały zakaz włączenia się do akcji. Wolontariusze, którzy za granicą chcieli zbierać pieniądze dla Polski, zobaczyli zaryglowane drzwi naszych przedstawicielstw. Zakaz włączenia się w zbiórkę, wydany został także m.in. strażakom, policjantom czy nawet Poczcie Polskiej. Poczta w Brukseli wydała pamiątkowy znaczek, a jej polski odpowiednik milczał. Logicznie rzecz biorąc, rząd sam miażdżył akcję, która pomaga właśnie jemu samemu. Pomaga w wywiązaniu się z jego obowiązków. Gdzie tu sen, gdzie logika? Znów świat puka się w głowę.

Niestety, nie widać końca procesu destrukcji. Zmiany dotyczą wszystkiego. W zasadzie, aż dziw, że w tym kraju żyliśmy, skoro dosłownie wszystko wymaga zmian. Teraz pozostaje pytanie, co będzie następne? Co teraz PiS zniszczy? To, że rozpoczęta zostanie wojna na kolejny froncie, jest bardziej niż pewne. Dziś, gdy patrzę na to co obecna władza mówi i czyni, a co znajduje również oddźwięk wśród jej elektoratu, zastanawiam się co myślą o nas inni. Przez ostatnie lata z mozołem pracowaliśmy i organizowaliśmy Polskę od nowa. Było ciężko, ale wiele się udało, mieliśmy naprawdę wiele sukcesów. Dziś to wszystko niszczymy, w imię czego? Czyiś chorych ambicji? Zastanawia mnie więc, ilu spośród zagranicznych obserwatorów, powtarza w myśli słowa Napoleona Bonaparte skierowane do hrabiny Walewskiej – „Jeżeli wszyscy Polacy są tacy, to co to za dziwny naród”.

dr Robert Plebaniak
Polskie Stronnictwo Ludowe