Minister edukacji nie zważa na nic i na nikogo przy forsowanych przez siebie zmianach. Gołym okiem widać brak przygotowania resortu do przeprowadzenia tak gruntownych zmian. Teraz okazuje się, że przez likwidację gimnazjów może zabraknąć miejsca dla dzieci w oddziałach przedszkolnych przy podstawówkach.

Minister Zalewska narzuciła iście ekspresowe tempo wprowadzania antyreformy edukacji. Problemy piętrzą się w każdym aspekcie. Wciąż nie opracowano podstaw programowych, nauczyciele drżą o swoje posady, a samorządowcy liczą koszty i wskazują placówki do zamknięcia. Teraz okazuje się, że miejsca może zabraknąć dla najmłodszych. W samej tylko Warszawie chodzi o ponad 2-tys. trzylatków. Nie mówiąc o pozostałych grupach wiekowych.

To efekt działań PiS w edukacji. We wrześniu znieśli oni obowiązek szkolny dla sześciolatków. Pozostawili przy tym zobowiązanie samorządów do zagwarantowania miejsca w przedszkolu trzylatkom. W rezultacie placówki muszą przyjąć cztery roczniki. Podstawówki uratowały się tworząc oddziały przedszkolne. Teraz muszą wygospodarować nowe miejsca dla siódmo- i ósmoklasistów. Najprawdopodobniej kosztem najmłodszych.

Czarny scenariusz przepełnionych albo nieprzystosowanych do zajęć sal staje się powoli realny. Już w zeszłym roku, cofając sześciolatków do przedszkoli PiS nie myślał o sytuacji w przedszkolach. Teraz może być jeszcze gorzej.