Rolnicy z Pomorza Zachodniego liczą ogromne straty po ulewnych deszczach. Na pomoc rządu nie mogą liczyć. Wojewoda, głuchy na apele, odmówił ogłoszenia stanu klęski żywiołowej.

Po ulewnych deszczach jakie nawiedziły województwo zachodniopomorskie, nie można zebrać plonów. Wszystko zalała woda, która zniszczyła całość upraw. Żadna maszyna rolnicza nie jest w stanie wjechać na pole. Trudna sytuacja sprawiła, że w większości zachodniopolskich gmin odwołano dożynki.

– Sytuacja najgorzej wygląda w północno-wschodniej części województwa w powiecie sławińskim i koszalim ziemskim – ocenia Jarosław Rzepa, wicemarszałek województwa zachodniopomorskiego.

Jak szacują sami rolnicy tylko 10% ziarna nadaje się do paszówki. Cena w skupach oscyluje wokół 520 zł za tonę pszenicy. Przy założeniu, że rolnik posiada pole wielkości 150 hektarów, straci 250 tys. zł. Sytuacje rolników mógłby poprawić wysiew rzepaku, jednak okres wysiewu zbliża się już do końca.

Sami rolnicy apelują do władz województwa o ogłoszenie stanu klęski żywiołowej. Niestety wojewoda zachodniopomorski z nadania PiSu nie powołał komisji do oszacowania strat. Tym samym wojewoda pokazuje swój brak zainteresowania.

Naprzeciw rolnikom wychodzi za to samorząd wojewódzki. – Już w najbliższych dniach odbędzie się specjalna sesja sejmiku zachodniopomorskiego w sprawie tragicznej sytuacji rolników – mówi marszałek Rzepa. – Będziemy domagać się od Agencji Nieruchomości Rolnych umorzenia czynszu z dzierżawy na ten rok i wcześniejszych dopłat bezpośrednich od Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Będziemy także apelować do wójtów o anulowanie podatku za ten rok – dodaje