Dobry człowiek, wspaniały mąż i ojciec dwóch córek, wybitny polityk Polskiego Stronnictwa Ludowego. Jego służbę Polsce przerwała katastrofa smoleńska. Dziś skończyłby 70 lat.

– Był jednym z najskromniejszych, ale też najwybitniejszych polityków jakich znałem. Odszedł tak jak żył, poświęcając się dla innych, służąc Polsce i Polakom. Ten skromny poseł ziemi tarnowskiej, nigdy nie odmawiał nikomu pomocy – wspomina Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes PSL.

Podczas powodzi tysiąclecia, wtedy jeszcze jako wojewoda, osobiście doglądał wałów przeciwpowodziowych, pomagał je umacniać i czuwał kiedy kulminacyjna fala minie kolejne miejscowości. Potrafił pracować po kilkadziesiąt godzin bez przerwy. Gdy jego współpracownicy radzili mu by wrócił do domu choć na chwilę odpocząć, uśmiechał się tylko i swoim tubalnym głosem odpowiadał „Chłopie, ja jestem strażak, w takim momencie tu na wałach jest moje miejsce”.

W swoim zdecydowanie za krótkim życiu osiągnął bardzo wiele. W ruchu ludowym zaczął działać w 1969 roku. W Sejmie zasiadał nieprzerwanie od 1997 roku. Był także posłem Sejmu Kontraktowego w latach 1989-1991. Szefował małopolskim strukturom Polskiego Stronnictwa Ludowego. Był prezesem Zarządu Wojewódzkiego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP w Krakowie. Ludzie, którzy z nim służyli do dziś podkreślają, że był przełożonym, który nigdy nie wydawał rozkazu „na przód”, zawsze mawiał „za mną”.

Jako ostatni przed reformą wojewoda tarnowski, a wcześniej wiceprezydent Krakowa, miał olbrzymie doświadczenie w administracji. – Doskonale znał się też na rolnictwie. Najważniejsze były dla niego sprawy Małopolski. Był wielkim patriotą lokalnym. Przede wszystkim czuł się reprezentantem naszego regionu, osób które go wybrały. Ziemia tarnowska nie miała lepszego ambasadora w polityce. Jeżeli do czegoś się zobowiązywał, to zawsze dotrzymywał słowa – wspomina prezes Kosiniak-Kamysz.

Jednak największym jego życiowym sukcesem jest to, że każdy kto go wspomina mimowolnie się uśmiecha. Pochodził z Paleśnicy, w gminie Zakliczyn, gdzie uczył młodzież w technikum rolniczym w Czernichowie. Zawsze świetnie przygotowany do zajęć, lubiany przez uczniów, od początku wyrastał ponad przeciętność.

Otwartością i prostolinijnością zjednywał sobie ludzi. „To był na prawdę wspaniały człowiek. Pamiętał skąd pochodził. Dbał o okolicę Zakliczyna, wsłuchiwał się w potrzeby ludzi. Bardzo kulturalny i przyjazny. Jestem dumna, że pochodził z moich okolic” – napisała pani Grażyna pod jednym z artykułów upamiętniających posła Wodę. Z kolei dla Pani Miry to był ulubiony nauczyciel w Technikum Rolniczym. „Mądry, zrównoważony, kulturalny… Niedługo uroczystość rocznicowa w szkole, bardzo go brakuje – napisała.

Odszedł od nas ponad 6 lat temu. 10 kwietnia 2010 roku leciał do Smoleńska oddać hołd pomordowanym przez sowietów polskim oficerom. Bardzo mu zależało by wziąć udział w tej uroczystości. Przełożył nawet termin swojej operacji wyznaczony na 10 kwietnia, aby móc lecieć. Niestety, ta podróż okazała się ostatnią w jego życiu.

Pogrzeb Wiesława Wody odbył się 25 kwietnia 2010. Mszę w Kościele Mariackim w Krakowie koncelebrował kardynał Stanisław Dziwisz. Wiesław Woda został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.