Polska, która jedzie do przodu, nie rodzi się z wykresów, lecz z realnych decyzji. Ze skróconego dojazdu do pracy, z pociągu wracającego do małego miasta, z portu, który daje zarobić lokalnym firmom. Sto miliardów złotych na transport w 2026 roku to nie tylko pozycja w budżecie, ale wybór kierunku rozwoju państwa.
W 2026 roku wydatki publiczne na infrastrukturę transportową mają wynieść około 100 mld zł, czyli niemal dwukrotnie więcej niż trzy lata wcześniej. Obejmują one inwestycje drogowe, kolejowe oraz portowe realizowane przez administrację rządową i spółki Skarbu Państwa.
Ludzie nie żyją wskaźnikami. Żyją czasem dojazdu do pracy, ceną biletu, tym, czy pociąg wrócił do ich miasteczka i czy port daje zlecenia lokalnym firmom. Dlatego rozmowa o infrastrukturze jest w istocie rozmową o codziennym życiu milionów Polaków.
Podczas EEC Trends w Warszawie jasno wybrzmiała skala tej zmiany.
– Transport jest krwiobiegiem polskiej gospodarki. Bez inwestycji w drogi, kolej i porty nie ma trwałego rozwoju ani wzrostu wynagrodzeń – podkreślił minister infrastruktury Dariusz Klimczak.
To nie jest hasło. To zestaw projektów, które mają objąć każdy region kraju.
Konkret zamiast obietnic
Budżet infrastrukturalny na 2026 rok – 100 miliardów złotych. Za tą kwotą stoją konkretne inwestycje:
- zachodnia obwodnica Szczecina z tunelem pod Odrą,
- wschodnia obwodnica Warszawy,
- Droga Czerwona łącząca Port Gdynia z siecią dróg ekspresowych,
- rozbudowa autostrady A2 między Łodzią a Warszawą,
- nowe terminale portowe w Gdańsku i Świnoujściu.
Równolegle rosną nakłady na kolej. W 2024 roku z pociągów skorzystało 439 mln pasażerów, co jest najwyższym wynikiem od trzech dekad. Programy inwestycyjne zakładają dalszą odbudowę połączeń regionalnych i lokalnych.
– W 2027 roku kolej dotrze do miejsc, które były odcięte przez dekady – zapowiedział minister.
To oznacza krótsze dojazdy do pracy, niższe koszty transportu towarów i nowe miejsca pracy poza największymi metropoliami.
Co to daje zwykłym ludziom?
Nie chodzi o budowę infrastruktury samej w sobie, ale o jej efekty:
- wyższe wynagrodzenia, bo firmy chętniej inwestują tam, gdzie jest sprawna logistyka,
- większe bezpieczeństwo, bo porty i linie kolejowe mają dziś także znaczenie strategiczne,
- wyrównywanie szans regionów, poprzez przywracanie połączeń do mniejszych miast.
Ambicje gospodarki na poziomie krajów G-20 mają sens tylko wtedy, gdy stoją za nimi realne zdolności transportowe. Porty, terminale przeładunkowe i zaplecze logistyczne to konkretne źródło dochodu dla rolników, kierowców i lokalnych przedsiębiorców.
Mniej papierów, więcej budowy
Rząd zapowiada uproszczenie procedur inwestycyjnych. Celem jest skrócenie czasu przygotowania projektów i szybsze rozpoczęcie robót. Dla obywateli kluczowe jest nie to, kto podpisał dokument, ale kiedy ruszy budowa.
Każda złotówka z tych 100 miliardów ma pracować w realnej gospodarce, a nie utknąć w administracyjnych procesach.
Polska silna codziennością
Stawką tych decyzji nie są polityczne rankingi, lecz jakość życia rodzin. To odpowiedź na pytania: czy młodzi zostaną w swoich miastach, czy polskie porty obsłużą eksport, czy przedsiębiorcy wygrają konkurencję dzięki sprawnej logistyce.
To nie jest obietnica na plakat. To plan realizowany krok po kroku – kilometrem drogi, nowym połączeniem kolejowym, kolejnym terminalem. Polska, która jedzie do przodu, to Polska silniejsza w codziennym życiu.


