Za sprawą sytuacji na granicy ukraińsko-rosyjskiej Polska może stać się wkrótce państwem przy-konfliktowym. Istnieje realne ryzyko konfliktu zbrojnego. Gdzie w tym wszystkim jest polski rząd, prezydent i nasza dyplomacja? – mówił w Sejmie poseł Władysław Teofil Bartoszewski.

Na granicy rosyjsko-ukraińskiej trwa wielka koncentracja rosyjskich wojsk. Jak podają ukraińskie media stacjonuje tam ok. 150 tys. rosyjskich żołnierzy, uzbrojenie i sprzęt bojowy. Międzynarodowi obserwatorzy nie wiedzą, czy jest to tylko pokaz siły, czy też mobilizacją przed zbrojną operacją.

– Są trzy możliwe scenariusze rozwoju sytuacji na Ukrainie. Pierwszy, że prezydent Putin tylko testuje Zachód. Drugi: Rosja chce zająć deltę Dniepru. Najbardziej ryzykowny mówi o odcięciu Ukrainy od Morza Czarnego. Nie można niczego wykluczyć – wyjaśnił poseł Władysław Teofil Bartoszewski.

Poseł PSL podkreślił, że Ukraina zawsze była wspierana przez kolejne polskie rządy, które używały środków dyplomatycznych, żeby przekonać naszych sojuszników do tego, że należy wspierać niezależną, niepodległą Ukrainę.

– Gdzie jest w rosyjsko-ukraińskim konflikcie Polska? Kolejne rządy zawsze wspierały niezależną i niepodległą Ukrainę. Nie widać żadnych wysiłków dyplomatycznych w tej sprawie – podkreślił poseł Władysław Teofil Bartoszewski.

Zdaniem prof. Bartoszewskiego, tylko silny głos sprzeciwu społeczności międzynarodowej powstrzyma Rosję przed agresją wobec Ukrainy.

– Należy jasno zakomunikować Rosjanom i prezydentowi Władimirowi Putinowi, jakie będą sankcje i konsekwencje tego, że wojsko rosyjskie wejdzie na dalsze terytorium Ukrainy – stwierdził poseł ludowców.

– Jeżeli wojska rosyjskie wejdą głębiej na teren Ukrainy, to będziemy państwem przyfrontowym. Czy na tym nam zależy? Ze strony obecnego rządu nie widać żadnych wysiłków dyplomatycznych, politycznych czy innych, by pomóc Ukrainie  – podkreślił poseł Władysław Teofil Bartoszewski.