PiS chce zniszczyć lotnisko w Modlinie, bo należy ono do samorządu. Nie jest dla nich ważne, że odniosło sukces i stanowi doskonałe dopełnienie Okęcia. Jest polecenie z Nowogrodzkiej i należy je wykonać. PSL staje po stronie mieszkańców i pasażerów, zamierza bronić lotniska w Modlinie.

Po 5 latach funkcjonowania Mazowieckiego Portu Lotniczego Warszawa Modlin, jedynego lotniska na Mazowszu dofinansowanego przez UE, widać, że pomysł na jego powstanie był decyzją słuszną. Lotnisko ma pełną infrastrukturę i ogromny potencjał. Jest w stanie obsługiwać rocznie 3,5 mln pasażerów. W ubiegłym roku obsłużyło blisko 3 mln osób i rozwija się szybciej niż zakładano w pierwotnym biznesplanie. W efekcie, aby utrzymać tempo wzrostu, już dziś powinno zostać rozbudowane, o co zabiegają od wielu miesięcy władze spółki.

W przeciągu 2-3 lat mogłoby przyjmować ponad 6 mln pasażerów rocznie. Jest zresztą gotowe do zwiększenia przepustowości. Zostało zaprojektowane tak, żeby rozbudowa była prowadzona bez potrzeby wstrzymywania ruchu lotniczego. W tej chwili jedynym problemem jest uzyskanie zgody na finansowanie, ponieważ główny udziałowiec spółki, dawny inicjator powstania tego lotniska – PPL – nie wyraża zgody na emisję obligacji.

– Projekt PiS na uszczęśliwienie pasażerów polega na tym, że najpierw chcą zburzyć lotnisko w Radomiu i pobudować nowe, które ma być skomunikowane z kolejnym w Baranowie, którego też jeszcze nie ma. To jest jak scenariusz z filmu Miś – uważa poseł PSL Piotr Zgorzelski.

– PiS chce wydać miliard złotych na realizacje swoich planów. Za połowę tej kwoty można osiągnąć ten sam efekt usprawniając lotniska na Okęciu i Modlinie. Przecież lepiej dojechać 30 km, do lotniska niż 100 km – dodaje poseł ludowców.

Tymczasem PPL, który jest jednym z udziałowców lotniska w Modlinie, gotowy jest na siłę przenieść loty z warszawskiego Okęcia do niedziałającego lotniska na Sadkowie w Radomiu. Politycy partii rządzącej chcą, by radomskie lotnisko stało się uzupełnieniem dla Okęcia, mimo że Radom leży ponad 100 km od centrum Warszawy, podczas gdy Modlin 30 km.

Poza tym logiczne jest, by uzupełnieniem dla lotniska zlokalizowanego na południu Warszawy było lotnisko położone na północ od Warszawy – tak, by pasażerowie z różnych części Mazowsza, ale i sąsiadujących województw mieli możliwość wyboru.


Blokowanie rozwoju Modlina to nie tylko niszczenie lotniska i odbieranie północnemu Mazowszu impulsu rozwojowego, ale też niszczenie ok. 2 tys. miejsc pracy. – Swoją działalność rozwinęło tu wiele mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, m.in. z branży transportowej, hotelarskiej i gastronomicznej. Przeniesienie ruchu lotniczego z Modlina w jakiekolwiek inne miejsce oznaczałoby podcięcie skrzydeł przedsiębiorcom i zabrałoby powstałe miejsca pracy – uważa Magdalena Biernacka, starosta Nowodworski.

Lotnisko w Modlinie jako jedyne na Mazowszu zostało dofinansowane przez UE z unijnych środków oraz budżetu państwa przekazano na ten cel 157 mln zł. Pozostałe pieniądze pochodziły z budżetu województwa – 98,3 mln zł – i wyemitowanych przez spółkę obligacji – 150 mln zł. Koszt całej inwestycji wyniósł ponad 400 mln zł. Zniszczenie lotniska w Modlinie spowodować może nie tylko konieczność zwrotu unijnych dotacji, ale i zaprzepaszczenie pozostałych pieniędzy podatników.

Planowane zmiany nie mają żadnych ekonomicznych ani logicznych uzasadnień. Są grą polityczną, której efektem będzie zniszczenie świetnie prosperującego lotniska. Ofiarami takich rozgrywek będą również pasażerowie, którzy przecież dokonali już wyboru, korzystając licznie z modlińskiego lotniska. Zniszczenie lotniska zniszczy też lokalną gospodarkę, zmuszając wiele firm do zamknięcia lub ograniczenia swojej działalności.

PSL nie zgadza się na skłócanie przez polityków PiS samorządów. A tak dzieje się dziś, kiedy to przeciwstawia się sobie dwa projekty lotniskowe w jednym województwie. Czy nie można inwestować w reaktywację radomskiego lotniska, nie niszcząc jednocześnie modlińskiego portu?

Wspólnie możemy obronić lotnisko w Modlinie. Popierasz? Pobierz petycję i podpisz!

POBIERZ!