Prawo i Sprawiedliwość nie odpuszcza. Późnym wieczorem złożyło w Sejmie nowy projekt ustawy gwarantującej wysokie podwyżki pensji swoim ludziom w rządzie.

Pierwszy projekt ustawy podwyższającej wynagrodzenia najwyższych urzędników państwowych PiS złożyło w poniedziałek. Największą podwyżkę miała dostać premier Szydło – jej pensja wzrosłaby aż o 7 tys. zł. O niewiele mniej, bo o 4 tys. zł zwiększyłaby się płaca prezydenta Andrzeja Dudy. Każdy z ministrów z gabinetu PiS dostałby dodatkowo 5 tys. zł, posłowie – 2 tys. zł.

Najbardziej wzbogaciliby się posłowie PiS – łącznie o blisko pół miliona złotych. Nic dziwnego, że pod projektem ustawy podpisali się najbardziej znani posłowie PiS – m.in. Joanna Lichocka, Stanisław Piotrowicz, Joanna Pawłowicz i Tadeusz Cymański (pełna lista nazwisk powyżej).

Przeciwko podwyżkom dla polityków ostro zaprotestowali Ludowcy: – Jak PiS chce wytłumaczyć Polakom, że emeryt dostanie 5 zł podwyżki a minister aż 5 tys.? – pytał prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Zapowiedział, że Ludowcy zagłosują w Sejmie przeciw ustawie PiS.

Wczoraj PiS pod presją Polaków wycofało się z projektu. Jednak szybko okazało się, że wcale nie zamierza składać broni. Jeszcze późnym wieczorem posłowie PiS złożyli w Sejmie nowy projekt ustawy gwarantujący podwyżki swoim ludziom w rządzie. Zmiana w ustawie jest więc symboliczna, wykreśleni zostali tylko posłowie i senatorowie.

Nowy projekt wprowadza specjalne premie dla prezydenta, premiera oraz ministrów ukryte pod nazwą „dodatku wyrównawczego”. Dla każdego z nich oznacza pensje wyższe o dodatkowe 4 tys. zł. Pod projektem podpisało się aż 53 posłów – w tym m.in. Joanna Lichocka, Stanisław Pięta, Gabriela Masłowska, Marek Suski, Dorota Arciszewska-Mielewczyk oraz Iwona Arent.

– Polacy o takich premiach mogą co najwyżej pomarzyć. Nie ma pieniędzy na 300 zł podwyżki dla pielęgniarek, a są na 4 tys. dla pani premier i ministrów. To nie żadna „dobra zmiana”, tylko „chytra zmiana” – ocenia Jakub Stefaniak, rzecznik PSL.