Forsowany przez PiS podatek handlowy miał uderzyć w zagraniczne hipermarkety. Ucierpią głównie polscy sklepikarze. Zapłacimy za to wszyscy drożyzną w sklepach.

1 września stresują się głównie uczniowie w szkole. W tym roku strach padł także na polskich sklepikarzy. W życie wszedł podatek handlowy, zapowiadany przez PiS w kampanii jako bat na zagraniczne sieci handlowe. Najwyższą cenę zapłacą za niego małe sklepy. I my – konsumenci.

– Ceny żywności w sklepach wzrosną o co najmniej 2% – ostrzega Mieczysław Kasprzak, poseł PSL. Jego zdaniem podatek uderzy także w dostawców i podwykonawców hipermarketów, którzy już dzisiaj zmuszani są do obniżek cen poniżej kosztów produkcji.

Podatek nie zaboli zagranicznych hipermarketów. Już podzieliły się na mniejsze podmioty, by uniknąć najwyższych stawek podatkowych. Mniejsi przedsiębiorcy nie mieli takiej możliwości. – Dziesiątki, a może setki tysięcy sklepów wielkim wysiłkiem przetrwały światowy kryzys. Teraz PiS chce ich zniszczyć nowym podatkiem. To mord na polskiej przedsiębiorczości, wzrost bezrobocia i cen w sklepach – alarmuje poseł Kasprzak.

Na podatku stracą również rolnicy, którzy przez ceny w skupie są w bardzo trudnej sytuacji. – Obecna cena mleka w skupie wynosi 60 gr za litr, a ceny w sklepach rosną. Podobne niskie ceny są w zbożach, mięsie czy owocach miękkich. To pokazuje która grupa jest najbardziej stratna na podatku wprowadzonym przez PiS i na kim wielkie koncerny będą żerować – mówi poseł Kacprzak.

Mogło być znacznie gorzej. – Skutki podatku handlowego byłyby znacznie bardziej dramatyczne, gdyby nie protesty przeciwko pierwszym wersjom ustawy. Wtedy zorganizowali się lokalni handlowcy w porozumieniu z PSL – mówi poseł Kasprzak.

PiS forsował podatek nie oglądając się na polskich przedsiębiorców, bo potrzebuje pieniędzy na realizację kosztownych obietnic wyborczych. Może się jednak sparzyć – Węgrzy, którzy również wprowadzili podatek handlowy, musieli się z niego wycofać pod naciskiem Komisji Europejskiej.