PiS utrudnia zatrudnienie obcokrajowców. – To uderzy w mazowieckie rolnictwo – alarmują ludowcy.


Od 1 stycznia obowiązują nowe przepisy w zatrudnieniu cudzoziemców – obywateli Ukrainy, Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii i Rosji. Co oznaczają zmiany? Olbrzymie utrudnienia dla rolników i konieczność wielu wizyt w urzędach pracy. PSL protestuje przeciwko kolejnym kłodom rzucanym pod nogi rolnikom i kieruje list otwarty do Premiera RP.

– Utrudnienia, utrudnienia i jeszcze raz utrudnienia – tak można w trzech słowach podsumować kolejną „dobrą zmianę” PiS – stwierdził marszałek województwa mazowieckiego, wiceprezes PSL Adam Struzik.

Rolnicy słusznie biją na alarm, bo zamiast zająć się swoimi uprawami, PiS wysyła ich do urzędów pracy. Tymczasem np. Mazowsze to w dużej mierze region rolniczy. Wystarczy powiedzieć, że co drugie polskie jabłko pochodzi właśnie z tego regionu. To ciężka praca i zależna od pogody. Coraz trudniej zatrudnić do niej polskich pracowników. W efekcie w ostatnich latach 80 proc. pracowników sezonowych przyjeżdżało do Polski z Ukrainy. Czy w tym roku będzie komu pracować w sadach i w polu?

Zamiast na polu – w urzędzie


Nowelizacja ustawy wprowadziła dwuetapową procedurę uzyskiwania zgody na zatrudnienie cudzoziemca. Najpierw rolnik ma złożyć w urzędzie pracy wniosek o wydanie zezwolenia na pracę dla określonego cudzoziemca. Po 7 dniach wniosek ma być wpisywany do ewidencji, o czym rolnik jest powiadamiany. Oczywiście jeśli ma szczęście i urzędnik nie znalazł w dokumencie żadnego błędu. Kiedy w końcu dostaje zaświadczenie o wpisie wniosku do ewidencji, przekazuje go cudzoziemcowi.

On z kolei, ubiega się o wydanie specjalnej wizy nowego typu – pozwalającej na wykonywanie pracy sezonowej. Po uzyskaniu przez niego wizy zaczynają kolejną wędrówkę po urzędach. Rolnik idzie do urzędu pracy i przedstawia kopię ważnego dokumentu pobytowego pracownika, adres zakwaterowania pracownika w Polsce i czeka na zezwolenie na pracę.

To oczywiście także musi potrwać. Od kilku do kilkunastu dni. W efekcie zamiast – jak do tej pory – dwa razy jeździć do urzędu pracy, będziemy tam stać w kolejce znacznie częściej – ostrzegają rolnicy.

A to dopiero początek piętrzących się trudności. Rząd wprowadzając zmiany, nie słuchał głosu rolników i sadowników. W efekcie przepisy, które powstały w Polsce, są restrykcyjne dla Polaków – zatrudniających obcokrajowców. PSL alarmuje, że ustawa utrudnia i pogarsza konkurencyjność polskiego rolnictwa.

Państwo ustala limity


Ale to nie wszystko. Nowe przepisy jeszcze w inny sposób uderzają w rolników. Nowością są limity wydawanych przez starostę zezwoleń. Mają one obowiązywać nie tylko w ramach powiatu, ale nawet jednego gospodarstwa. Urzędnik może też odmówić dokonania wpisu wniosku do ewidencji, bo na przykład uzna, że składany jest on dla pozoru.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o…


Nowością są też opłaty. Za każdy złożony wniosek o wydanie zezwolenia na pracę, sadownik będzie musiał zapłacić 30 zł. Mało? Przy kilku pracownikach – owszem, ale przy kilkuset – to już znaczące środki. Przypomnijmy – dotychczasowy system oświadczeniowy był bezpłatny.

Kary i restrykcje


Ale to nie koniec kosztów. Rolnik musi zawrzeć z cudzoziemcem umowę na piśmie i przetłumaczyć ją na język zrozumiały dla pracownika. Dotychczas praktykowane były przede wszystkim umowy cywilnoprawne. Pozwalały one na legalne zatrudnienie, korzystne dla obu stron, ale też dostosowane były do specyfiki pracy. Rolnicy wskazują, że przy tak skomplikowanym przepisom, na każdym etapie nie będzie trudno o błąd. Tymczasem za niedopełnienie obowiązków grozić im będzie kara do 30 tys. zł, a nawet pozbawienia wolności!

– Rolnik to nie księgowy, a w świetle nowych przepisów w tej właśnie roli powinien się odnaleźć – zauważa Adam Struzik. – Wprowadzono szereg komplikacji. Trzeba się przebić przez gąszcz regulacji, co nie będzie łatwe w szczególności dla mikro, małych i średnich producentów. Oni nie mają wyspecjalizowanych służb kadrowych ani pomocy prawnej. Do tej pory rolnik na zrozumiałych dla wszystkich zasadach zatrudniał cudzoziemców, ramię w ramię stawał z nimi do pracy, a jego podstawową troską był udany zbiór, metody produkcji, sprzyjający rynek i dobra pogoda – zakończył marszałek Adam Struzik.