Można przegrać wybory, bo mieszkańcy chcą zmiany. Można też stracić możliwość startu, choć mieszkańcy chcą kontynuacji. PSL domaga się zniesienia dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. O przyszłości lokalnego gospodarza powinna rozstrzygać wspólnota. Władysław Kosiniak-Kamysz stawia przy tym parlamentarzystom niewygodne pytanie: skoro ograniczenie kadencji ma służyć demokracji, dlaczego posłowie i senatorowie sami pozostają nim nieobjęci?
W samorządzie polityka szybko przechodzi sprawdzian rzeczywistości. Autobus przyjeżdża albo nie. Szkoła ma dobre warunki albo potrzebuje remontu. Mieszkańcy widzą, czy droga jest bezpieczna, urząd działa sprawnie, a inwestycje odpowiadają na ich potrzeby. Przy urnach mogą rozliczyć gospodarza z rezultatów.
Właśnie roli samorządu poświęcone było posiedzenie Rady Naczelnej PSL, które odbyło się w Warszawie w sobotę, 10 października 2026 roku. Dyskusja dotyczyła fundamentu lokalnej demokracji: prawa mieszkańców do decydowania o własnej przyszłości.
– Polska zaczyna się tam, gdzie zapadają decyzje najbliższe mieszkańcom – w gminach, powiatach, miastach i województwach – podkreślił przewodniczący Rady Naczelnej PSL Piotr Zgorzelski.
Samorządność oznacza codzienną sprawczość: rozpoznawanie potrzeb, ustalanie priorytetów i rozliczanie osób, którym powierzono odpowiedzialność. Mieszkańcy powinni mieć prawo powiedzieć zarówno „dziękujemy”, jak i „proszę pracować dalej”.
Mandat nadal trzeba zdobyć
Podczas posiedzenia Władysław Kosiniak-Kamysz przypomniał ustawę z 2018 roku, która wprowadziła limit dwóch kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Przepisy przyjęte z inicjatywy PiS wykluczają ponowne kandydowanie osoby, która została dwukrotnie wybrana na ten urząd w tej samej gminie. Do limitu wlicza się wybory począwszy od 2018 roku.
Zasadnicze skutki ograniczenia ujawnią się w 2029 roku. Osoby wybrane w 2018 i ponownie w 2024 roku nie będą mogły ubiegać się o kolejny wybór na ten sam urząd w tej samej gminie. Także wtedy, gdy nadal cieszą się zaufaniem mieszkańców.
Ustawowy licznik nie odróżnia gospodarza, który zawiódł, od tego, który dobrze wykonał swoją pracę. Obu zamyka drogę do ponownego kandydowania.
PSL proponuje zniesienie ograniczenia. Projekt jest w Sejmie, ale prace nad nim utknęły. Prezes PSL wezwał do ich przyspieszenia i potwierdził poparcie ludowców dla zmiany.
Zniesienie limitu daje prawo do startu. Mandat nadal trzeba zdobyć u mieszkańców: przedstawić dorobek, odpowiedzieć na trudne pytania i zmierzyć się z konkurencją. Ta zasada powinna obowiązywać jednakowo w każdej gminie, niezależnie od partyjnej przynależności gospodarza.
Samodzielność i odpowiedzialność
Budowa kanalizacji, rozwój transportu czy przygotowanie dużej inwestycji często wykraczają poza jedną kadencję. Doświadczenie i ciągłość zarządzania mogą pomagać. Ich wartość powinni oceniać mieszkańcy, którzy widzą rezultaty pracy i ponoszą konsekwencje decyzji.
Nawet najlepszy gospodarz potrzebuje jednak środków oraz uprawnień do działania.
– Silny samorząd to silna Polska. Dlatego tak ważne są jego niezależność, stabilne finansowanie i rzeczywisty wpływ lokalnych wspólnot na własną przyszłość – podkreślił Piotr Zgorzelski.
Swoboda działania musi iść w parze z odpowiedzialnością. Obaw przed utrwalaniem lokalnych układów nie wolno lekceważyć. Wieloletnia przewaga urzędującego gospodarza może utrudniać konkurencję. Nieprzejrzyste decyzje, zależności personalne czy wykorzystywanie publicznych zasobów do politycznej promocji wymagają zdecydowanej reakcji.
Dlatego obrona samorządności musi obejmować przejrzyste finanse, dostęp do informacji, skuteczną kontrolę rady, niezależne media lokalne i uczciwe warunki wyborczej rywalizacji.
Ponowny wybór nie zwalnia z odpowiedzialności ani kontroli. Gmina pozostaje wspólnotą mieszkańców, a urząd jest powierzonym obowiązkiem.
Dwie kadencje. Dwa standardy?
Jeżeli zniesienie limitu dla samorządowców nie uzyska akceptacji Sejmu lub prezydenta, PSL zapowiada inicjatywę wprowadzenia dwukadencyjności posłów i senatorów.
– Od siebie zacznijcie, posłowie i senatorowie – mówił prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.
W tych słowach mieści się zasadniczy paradoks obecnych przepisów. Poseł może po raz trzeci, piąty czy siódmy przekonywać wyborców, że jego doświadczenie jest potrzebne państwu. Wójt po dwóch wyborach na ten sam urząd w tej samej gminie traci możliwość przedstawienia mieszkańcom identycznego argumentu.
W parlamencie doświadczenie może przemawiać za kolejną kadencją. W gminie nawet najlepszy dorobek nie otwiera drogi do trzeciego wyboru.
Jeżeli wieloletnie sprawowanie funkcji sprzyja utrwalaniu układów, ryzyko nie znika po przekroczeniu progu parlamentu. Jeżeli zaś doświadczenie pomaga dobrze służyć obywatelom, jego wartość zasługuje na ocenę wyborców również w samorządzie.
Wójt i poseł mają różny zakres władzy oraz odpowiedzialności. To uzasadnia rzeczową debatę o ograniczeniach. Nie zwalnia jednak parlamentarzystów z odpowiedzi na pytanie, dlaczego wobec samorządowców potrzebny jest ustawowy limit, a wobec nich samych wystarcza weryfikacja przy urnach.
Trudno przekonywać mieszkańców, że potrzebują obowiązkowej zmiany, gdy własnym wyborcom pozostawia się prawo do kontynuacji.
Wezwanie „od siebie zacznijcie” jest więc sprawdzianem politycznej konsekwencji. Wiarygodność zasad rośnie wtedy, gdy ustanawiający je są gotowi zastosować je również wobec siebie.
Limit dla parlamentarzystów pozostaje zapowiedzią wymagającą odrębnych rozstrzygnięć prawnych. Podstawowy postulat PSL jest jasny: przywrócić mieszkańcom możliwość ponownego wyboru lokalnego gospodarza. Parlament, który broni dwukadencyjności, powinien być gotowy do debaty o objęciu nią również posłów i senatorów.
Zaufanie trzeba zdobywać na nowo
Urząd nie jest własnością gospodarza. Prawo do oceny jego pracy należy do mieszkańców, którzy żyją z konsekwencjami lokalnych decyzji długo po zakończeniu politycznych sporów. To oni wiedzą, czy kolejne lata przyniosły rozwój, czy jedynie kolejne obietnice.
Posłowie i senatorowie powinni odpowiedzieć sobie na pytanie o konsekwencję: czy zasada, którą uznają za potrzebną innym, wydaje im się równie słuszna wobec siebie? Odpowiedzialność spoczywa również na wyborcach: doświadczenia nie należy mylić z nieomylnością, a zmiany z gwarancją poprawy. Ani długa obecność w urzędzie, ani nowa twarz na plakacie nie zastępują rzetelnej oceny.
Zaufania nie zdobywa się raz na zawsze. Trzeba na nie zasługiwać w każdej kadencji. Parlamentarzyści wiedzą to, gdy proszą o kolejny mandat. Mieszkańcy gmin powinni móc odpowiedzieć swoim gospodarzom na tę samą prośbę.



