Projekt PSL znoszący limit dwóch kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast nie uzyskał większości w Sejmie. Ludowcy odpowiadają zapowiedzią zbierania podpisów pod referendum dotyczącym ograniczenia do dwóch kadencji dla posłów i senatorów. Władysław Kosiniak-Kamysz chce, by wypowiedzieli się obywatele. Stawia tym samym parlamentarzystom pytanie: dlaczego doświadczenie i zaufanie wyborców mają uzasadniać ich kolejne kadencje, a nie wystarczać lokalnym gospodarzom?
– Będziemy zbierać podpisy pod referendum ws. wprowadzenia ograniczenia do 2 kadencji dla posłów i senatorów. Niech Polacy wypowiedzą się na ten temat – zapowiedział Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes PSL, wicepremier i minister obrony narodowej.
Zapowiedź prezesa PSL otwiera kolejny etap sporu o zasady sprawowania władzy. Ludowcy chcą przywrócić mieszkańcom możliwość ponownego wyboru ich gospodarzy. Od parlamentarzystów oczekują wyjaśnienia, dlaczego ograniczenie, które uznali za potrzebne w samorządzie, miałoby być niepotrzebne w ich własnym przypadku.
Nasze stanowisko pozostaje jasne: o tym, kto zasługuje na kolejną kadencję w samorządzie, powinni decydować mieszkańcy. Jeżeli ograniczenie kadencji ma chronić obywateli przed nadmiernym przywiązaniem polityków do stanowisk, jego zwolennicy powinni wyjaśnić, dlaczego ten argument zatrzymuje się przed drzwiami Sejmu i Senatu.
Kto naprawdę traci wybór?
Poseł może po raz piąty przekonywać, że jego doświadczenie jest potrzebne państwu. Mieszkańcy gminy nie będą mogli po raz trzeci wybrać tego samego wójta, nawet jeśli dobrze oceniają jego pracę.
W jednym przypadku zaufanie obywateli wystarcza. W drugim ustawodawca wyznacza mu termin ważności.
22 października projekt PSL znoszący dwukadencyjność lokalnych gospodarzy nie uzyskał większości. Za jego przyjęciem głosowało 213 posłów, przeciw było 215, a dziewięciu wstrzymało się od głosu. Ograniczenie pozostało w mocy.
Jeżeli przepisy się nie zmienią, osoby wybrane na urząd w tej samej gminie w 2018 i 2024 roku nie będą mogły ubiegać się o ponowny wybór w 2029 roku. Także wtedy, gdy mieszkańcy będą chcieli powierzyć im dalszą odpowiedzialność.
Wójt traci możliwość kandydowania. Obywatel traci możliwość powiedzenia: „sprawdził się, chcę go wybrać ponownie”.
Zniesienie limitu nikomu nie zapewniłoby stanowiska. Każdy kandydat nadal musiałby przedstawić wyniki pracy, odpowiedzieć na zarzuty, zmierzyć się z konkurencją i zdobyć głosy.
Prawo do startu nie daje prawa do urzędu. O tym drugim rozstrzygają mieszkańcy.
Władza wymaga kontroli od pierwszego dnia
Zwolennicy dwukadencyjności wskazują, że wieloletnie sprawowanie urzędu może utrwalać zależności i utrudniać konkurencję. To poważny argument. Samo przekonanie, że wyborcy wszystko rozliczą, nie wystarczy tam, gdzie urzędujący gospodarz wykorzystuje przewagę stanowiska.
Dlatego potrzebne są przejrzyste finanse, dostęp do informacji, skuteczna kontrola rady, niezależne media lokalne i uczciwe warunki kampanii. Nadużycia wymagają reakcji od pierwszego dnia urzędowania. Koniec drugiej kadencji nie zastąpi codziennej kontroli.
„Prawdziwa cnota krytyk się nie boi” – pisał Ignacy Krasicki. Dobry gospodarz powinien odpowiadać na niewygodne pytania i bronić wyników swojej pracy. Doświadczenie zwiększa odpowiedzialność. Nie daje prawa do traktowania gminy jak własności.
Sama zmiana gospodarza również nie gwarantuje poprawy. Uczciwa konkurencja i prawo mieszkańców do ponownego wyboru sprawdzonego samorządowca powinny się wzajemnie wzmacniać.
Równość sprawdza się przy własnym mandacie
Wójt i poseł mają różne kompetencje. Pierwszy kieruje lokalną administracją, drugi współtworzy prawo i uczestniczy w parlamentarnej kontroli rządu. Te różnice uzasadniają odmienne mechanizmy kontroli. Nie zamykają jednak dyskusji o tym, dlaczego argument doświadczenia ma tak różną wagę w zależności od sprawowanego mandatu.
Głosowanie pozostawiło także pytanie o zaufanie w koalicji. Krzysztof Paszyk mówi o zawiedzionych oczekiwaniach i wcześniejszych deklaracjach poparcia. Większość głosujących posłów Lewicy poparła projekt, ale klub był podzielony: dwunastu zagłosowało za, sześciu przeciw, jeden się wstrzymał.
Do tych, którzy zagłosowali przeciw, warto skierować pytanie:
Wszyscy mamy takie same żołądki. Czyżby tylko poselski apetyt na kolejne kadencje zasługiwał na zrozumienie?
Jeżeli poseł uważa, że jego doświadczenie zasługuje na kolejną ocenę wyborców, powinien wyjaśnić, dlaczego mieszkańcy gminy mają utracić możliwość podobnej oceny swojego wójta.
Równość najłatwiej głosić z mównicy. Więcej odwagi wymaga zastosowanie własnych argumentów do własnego mandatu.
Niech wypowiedzą się obywatele
Zapowiedziana zbiórka podpisów nie przesądza o przeprowadzeniu referendum ani o zmianie zasad. Wprowadzenie limitu kadencji posłów i senatorów wymagałoby zmiany konstytucji. Przed inicjatorami pozostają konkretne zadania: przedstawić pytanie, uzasadnić proponowane rozwiązanie i przekonać do niego obywateli.
Polityczne znaczenie zapowiedzi jest jednak czytelne. PSL domaga się od zwolenników ograniczeń w samorządach odpowiedzi, czy podobną zasadę są gotowi poprzeć również wobec siebie.
Panie pośle, zaufanie wyborców nie traci wartości tylko dlatego, że głosy policzono w gminie, a nie w okręgu parlamentarnym.
Dla nas wynik głosowania nie zamyka sprawy. W każdej gminie warto przypominać: każdy gospodarz musi zapracować na zaufanie mieszkańców, a mieszkańcy powinni mieć prawo ponownie mu je okazać.
PSL będzie konsekwentnie bronić tego prawa. Ostatnie słowo powinno należeć do mieszkańców.



