Skip to main content

Radosław Piesiewicz usłyszał poważne zarzuty i decyzją sądu został tymczasowo aresztowany, ale formalnie nadal pozostaje prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Dlatego uruchamiamy licznik wstydu. Ma przyspieszyć to, co nieuchronne i niezbędne: odejście Piesiewicza oraz rozpoczęcie odbudowy prestiżu polskiego ruchu olimpijskiego. Licznik pokazuje czas, ale mierzy odpowiedzialność.

Domniemanie niewinności nie oznacza domniemania zaufania

Polski Komitet Olimpijski powinien być symbolem uczciwej rywalizacji, narodowej dumy i służby sportowcom. Tymczasem jego urzędujący prezes przebywa w tymczasowym areszcie, a wokół jednej z najważniejszych instytucji polskiego sportu narasta kryzys zaufania.

Radosław Piesiewicz został zatrzymany 27 sierpnia 2026 roku. Usłyszał dwa zarzuty: płatnej protekcji oraz działania na szkodę wierzycieli zondacrypto. Nie przyznał się do winy.

29 sierpnia Sąd Rejonowy Katowice-Wschód zastosował wobec niego tymczasowe aresztowanie na trzy miesiące, do 25 listopada 2026 roku. Sąd wskazał na uzasadnioną obawę, że podejrzany mógłby nakłaniać inne osoby do składania fałszywych zeznań lub wyjaśnień albo w inny bezprawny sposób utrudniać postępowanie.

O odpowiedzialności karnej Radosława Piesiewicza rozstrzygnie niezależny sąd. Odpowiedzialność za pełnioną funkcję jest jednak czymś innym. Kierowanie PKOl wymaga nie tylko braku prawomocnego wyroku, lecz także wiarygodności, zdolności wykonywania obowiązków oraz zaufania sportowców, sponsorów i partnerów międzynarodowych.

Odejście Piesiewicza nie oznaczałoby przesądzenia jego winy. Byłoby uznaniem, że dobre imię polskiego sportu nie może dłużej ponosić kosztów kryzysu wywołanego wokół jego osoby.

– Był Misiewicz, teraz jest Piesiewicz. Przez aferę z jego udziałem tysiące polskich olimpijczyków, którzy latami budowali prestiż naszego sportu, zostało wciągniętych w brudne interesy. Czas przyspieszyć to, co nieuchronne, odejście pana Piesiewicza i odbudowę dobrego imienia polskiego ruchu olimpijskiego! – powiedział przewodniczący Klubu Parlamentarnego PSL–Trzecia Droga Krzysztof Paszyk.

Polscy olimpijczycy nie mają związku z zarzutami przedstawionymi prezesowi PKOl. To jednak ich dorobek, autorytet i dobre imię zostały obciążone skutkami decyzji podejmowanych przez władze Komitetu.

Piesiewicz ma prawo bronić swojej niewinności przed sądem. Nie powinien jednak bronić stanowiska kosztem wiarygodności instytucji reprezentującej polskich olimpijczyków.

Licznik nie mierzy winy. Mierzy bezczynność

Polskie Stronnictwo Ludowe uruchomiło specjalny licznik pokazujący czas, który upłynął od zatrzymania prezesa PKOl.

SPRAWDŹ LICZNIK WSTYDU https://licznikpiesiewicza.pl/

– Chcemy poprzez tę stronę i ten licznik przyspieszyć to, co nieuchronne i co niezbędne. A więc odejście w niebyt pana Piesiewicza i podjęcie działań, które mają na celu odbudowanie prestiżu polskiego ruchu olimpijskiego, prestiżu polskiego sportu na arenie międzynarodowej – podkreślił Krzysztof Paszyk.

Licznik nie zastępuje sądu i nie przesądza o odpowiedzialności karnej. Pokazuje, jak długo najważniejsza instytucja polskiego ruchu olimpijskiego pozostaje pogrążona w kryzysie.

Jego adresatem nie jest wyłącznie Radosław Piesiewicz. To również wezwanie skierowane do władz PKOl oraz przedstawicieli związków i organizacji sportowych, którzy dysponują statutowymi narzędziami pozwalającymi podjąć działania naprawcze.

Każda kolejna godzina stawia trzy pytania: jak długo osoba przebywająca w tymczasowym areszcie może pozostawać formalnym reprezentantem polskiego olimpizmu? Dlaczego władze PKOl nie zakończyły tego kryzysu? Kiedy dobro całej instytucji zostanie postawione ponad interesem jej prezesa?

– Czas na zmiany w PKOl! Sytuacja, w której szefem Komitetu jest osoba z poważnymi zarzutami, to wstyd dla polskiego sportu i cios w jego dobre imię. Uruchamiamy licznik wstydu na stronie licznikpiesiewicza.pl i żądamy natychmiastowej dymisji. Polscy sportowcy zasługują na szacunek i apolityczne władze! – zaznaczył Miłosz Motyka.

Sponsor miał wspierać sport. Stał się źródłem kryzysu

W październiku 2025 roku zondacrypto zostało sponsorem generalnym PKOl i Olimpijskiej Reprezentacji Polski. Umowę ogłoszono podczas konferencji w Monako. Współpraca miała obowiązywać w latach 2026–2028 i obejmować między innymi stworzenie tokenu TeamPL oraz przekazywanie części nagród dla sportowców w tokenach.

Po pojawieniu się problemów zondacrypto część zawodników i trenerów nie mogła otrzymać należnych środków. W czerwcu 2026 roku PKOl poinformował, że zobowiązania wobec trzech sportowców i dwóch trenerów zostały ostatecznie uregulowane dzięki wsparciu innych prywatnych sponsorów.

Sprawa zondacrypto stała się przedmiotem postępowania prokuratorskiego. Jeden z zarzutów przedstawionych Radosławowi Piesiewiczowi dotyczy płatnej protekcji. Drugi odnosi się do zaspokojenia części wierzycieli z pokrzywdzeniem pozostałych w sytuacji grożącej niewypłacalności.

– Ostrzegaliśmy przed wyborem pana Piesiewicza i angażowaniem polityki w PKOl. Instytucja ta, będąca polską dyplomacją sportową, została złamana. Do tego wykorzystano wizerunek mistrzów do budowania wiarygodności piramidy finansowej. Czas na opamiętanie i odbudowę prestiżu sportu przez ludzi z autorytetem – powiedział wiceminister sportu i turystyki Ireneusz Raś.

Niezależnie od wyniku śledztwa konieczne jest wyjaśnienie, czy przed zawarciem umowy oraz udostępnieniem sponsorowi wizerunku reprezentacji Polski odpowiednio oceniono ryzyko prawne, finansowe i wizerunkowe.

Sportowcy nie podejmowali decyzji biznesowych władz PKOl, ale to ich autorytet został obciążony skutkami kryzysu. Autorytet mistrzów nie może być walutą w interesach działaczy.

Sport nie może być politycznym łupem

Kariera Radosława Piesiewicza oraz jego relacje z politykami PiS od lat budziły pytania o wpływ polityki na organizacje sportowe i finansowanie ich działalności przez spółki Skarbu Państwa.

Osobiste kontakty same w sobie nie stanowią naruszenia prawa, ale w połączeniu z finansowaniem sportu przez spółki Skarbu Państwa uzasadniają pytania o przejrzystość podejmowanych decyzji i polityczne zaplecze kariery Piesiewicza.

– Apeluję do środowiska sportowego: bez względu na dawne animozje weźmy odpowiedzialność za przyszłość polskiego sportu i odsuńmy negatywnych bohaterów. Nigdy więcej nie wolno doprowadzić do sytuacji, w której polityka za sprawą między innymi pana Jacka Sasina zostaje uwikłana w struktury PKOl ze szkodą dla wszystkich – zaznaczył Krzysztof Paszyk.

Nie chodzi o zastąpienie człowieka jednej partii przedstawicielem innego ugrupowania. O pozycji w polskim sporcie powinny decydować kompetencje, zaufanie środowiska i przejrzyste procedury, a nie dostęp do polityków lub państwowych sponsorów.

– Odpowiedzialność za polski sport musi wrócić w ręce ludzi środowiska, a nie polityków PiS, którzy wprowadzili tam swoje porządki. Apelujemy o opamiętanie i odpolitycznienie ruchu olimpijskiego. Nie pozwólmy, by wieloletni wysiłek naszych wspaniałych olimpijczyków był niszczony przez skandale i prywatne interesy – wskazał minister Motyka.

Autonomia sportu nie może oznaczać podporządkowania go jednej partii. Odpolitycznienie nie może natomiast polegać na zastąpieniu jednego politycznego patronatu innym.

Autonomia nie oznacza bezczynności

Polski Komitet Olimpijski jest autonomicznym, ogólnopolskim stowarzyszeniem związków i organizacji sportowych. Samodzielnie, w granicach prawa, określa swoje struktury oraz zasady działania zgodnie ze statutem, polskim prawem i Kartą Olimpijską.

Ministerstwo Sportu i Turystyki nie może jednym podpisem odwołać prezesa PKOl. Zasada niezależności sportu chroni ruch olimpijski przed bezpośrednią ingerencją polityczną.

Autonomia nie oznacza jednak braku odpowiedzialności. Powinna wiązać się ze zdolnością środowiska sportowego do uruchomienia własnych procedur naprawczych. Władze PKOl oraz przedstawiciele organizacji członkowskich dysponują instrumentami pozwalającymi zakończyć kryzys zgodnie ze statutem Komitetu.

– PKOl potrzebuje szybkich i zgodnych ze statutem działań. Zarząd i prezydium powinny niezwłocznie zwołać przyspieszone walne zebranie wszystkich członków, by apolitycznie wyłonić nową osobę z autorytetem. Apeluję do wiceprezesa: nie blokujcie procesów naprawczych w obronie błędnych decyzji! – powiedział Ireneusz Raś.

Takie działanie nie oznaczałoby politycznego przejęcia PKOl. Byłoby uruchomieniem przewidzianych statutem mechanizmów odpowiedzialności oraz próbą ochrony autonomii i wiarygodności polskiego ruchu olimpijskiego.

Czas oddać sport sportowcom

Polski ruch olimpijski potrzebuje przejrzystych finansów, bezpiecznych zasad współpracy ze sponsorami oraz władz posiadających rzeczywisty autorytet w środowisku sportowym.

Apelujemy do władz PKOl i przedstawicieli polskich związków sportowych: uruchomcie przewidziane statutem procedury i podejmijcie decyzje pozwalające zakończyć kryzys. Nie chodzi wyłącznie o zmianę nazwiska na drzwiach gabinetu. Chodzi o odzyskanie wiarygodności instytucji, która powinna reprezentować sportowców, a nie obciążać ich konsekwencjami decyzji działaczy.

Radosław Piesiewicz musi odejść. Nie dlatego, że politycy mogą zastąpić niezależny sąd, lecz dlatego, że polscy sportowcy nie powinni dłużej płacić własnym autorytetem za decyzje, których sami nie podejmowali. Licznik wstydu pokazuje czas, ale mierzy odpowiedzialność. Zatrzyma go dopiero decyzja, która zakończy ochronę stanowiska prezesa i rozpocznie odbudowę prestiżu polskiego sportu.