16 wystawionych koni. 16 sprzedanych. Kupcy z 10 państw i dokładnie milion euro wyniku. Tegoroczna Pride of Poland w Janowie Podlaskim zakończyła się sukcesem, którego znaczenie wykracza daleko poza aukcyjny ring. Jeszcze kilka lat temu nad jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek hodowlanych wisiały pytania o przyszłość. Dziś odpowiedź przyszła z rynku. Świat znów chce kupować polskie araby.
Pride of Poland to nie jest zwykła aukcja. To finał wieloletniej pracy hodowców, pracowników stadnin, weterynarzy i specjalistów. To także wizytówka polskiej tradycji hodowli koni arabskich, budowanej przez stulecia.
Taką markę tworzy się przez pokolenia.
Stracić zaufanie można znacznie szybciej. Odbudowuje się je latami.
Janów pamięta. Liczby również
W 2016 roku, już za rządów PiS, przeprowadzono głębokie zmiany kadrowe w państwowych stadninach. Odwołano wieloletniego prezesa Janowa Podlaskiego Marka Trelę oraz wieloletniego prezesa Michałowa Jerzego Białoboka.
Pierwsza Pride of Poland po tych zmianach stała się początkiem jednego z najbardziej burzliwych okresów w najnowszej historii aukcji.
W 2016 roku z 31 wystawionych koni sprzedano 16 za 1,271 mln euro. Sama kwota mogła wyglądać przyzwoicie. Znacznie więcej pytań pozostawił jednak przebieg aukcji.
Najgłośniejszym symbolem tamtej edycji stała się klacz Emira z Michałowa. Podczas pierwszej licytacji cena doszła do 550 tys. euro, jednak osoba licytująca wycofała się i transakcja nie doszła do skutku. Emirę ponownie wprowadzono na ring i ostatecznie sprzedano za 225 tys. euro.
Różnica między obiema licytacjami wyniosła 325 tys. euro.
Wokół przebiegu aukcji pojawiły się poważne pytania dotyczące organizacji wydarzenia i wiarygodności licytacji. Prokuratura Regionalna w Lublinie wszczęła w tej sprawie śledztwo, dotyczące między innymi okoliczności dwukrotnego licytowania Emiry. Samo wszczęcie postępowania nie przesądzało oczywiście o odpowiedzialności konkretnych osób, ale skala zamieszania była dla tak prestiżowej marki poważnym problemem wizerunkowym.
Rok później przemówiły już same liczby.
Pride of Poland 2017 zakończyła się sprzedażą zaledwie 6 z 25 oferowanych koni za 410 tys. euro.
Problemy nie ograniczały się jednak do wyniku jednej aukcji.
Najwyższa Izba Kontroli, analizując państwową hodowlę koni, pokazała znacznie szerszy obraz. Trzy spółki zajmujące się przede wszystkim hodowlą koni arabskich sprzedały podczas aukcji organizowanych w ramach Dni Konia Arabskiego:
- w 2015 roku – 52 konie za 19,3 mln zł
- w 2016 roku – 35 koni za 7,2 mln zł
- w 2017 roku – 13 koni za 1,7 mln zł
- w 2018 roku – 11 koni za 1,9 mln zł
NIK wskazała również, że w Janowie Podlaskim, Michałowie i spółce obejmującej stadninę w Białce średnia cena sprzedanego konia spadła ze 104 tys. zł w 2015 roku do 23,8 tys. zł w 2018 roku.
To spadek o ponad 77 proc.
Izba zwróciła przy tym uwagę, że wpływ na wyniki miały między innymi rekordowo wysoka sprzedaż w 2015 roku oraz późniejszy spadek popytu na konie arabskie. Ale NIK wskazała również na problem, którego nie sposób pominąć: częstotliwość zmian w zarządach nie sprzyjała ciągłości i jakości zarządzania.
W latach 2016–2018 zarówno Janów Podlaski, jak i Michałów miały po czterech prezesów.
Trzeba powiedzieć uczciwie: w kolejnych latach wyniki aukcji zaczęły się poprawiać i także za rządów PiS zdarzały się bardzo udane sprzedaże.
Nie zmienia to jednak faktu, że pierwsze lata po zmianach w państwowych stadninach przyniosły kontrowersje, kadrową karuzelę i wyraźne pogorszenie wyników.
Zaufania nie da się zadekretować
Można zmienić prezesa. Można zmienić organizatora. Można przygotować katalog, postawić trybuny i zorganizować konferencję.
Nie można jednak wydać rozporządzenia nakazującego zagranicznym kupcom przyjechać do Polski i wydać swoje pieniądze.
Na ich zaufanie trzeba zapracować.
I właśnie dlatego tegoroczny wynik Pride of Poland jest tak ważny.
W Janowie Podlaskim wystawiono 16 koni. Wszystkie 16 znalazło nabywców.
Łączna wartość sprzedaży wyniosła dokładnie 1 mln euro, co daje średnio 62,5 tys. euro za konia.
Najwyższą cenę osiągnęła klacz Pila z Janowa Podlaskiego, sprzedana za 160 tys. euro. Poganinka z Michałowa osiągnęła 140 tys. euro, a Perlita, również z Michałowa, 121 tys. euro.
Jeszcze ciekawsza od samych kwot jest jednak mapa kupujących.
Polskie konie trafiły do nabywców z 10 państw: Belgii, Polski, Kataru, Arabii Saudyjskiej, Łotwy, Iraku, Iranu, Czech, Francji i Szwecji.
To nie politycy wystawili polskiej hodowli ocenę.
Wystawił ją międzynarodowy rynek.
Od kryzysu do kompletu sprzedanych koni
Nie każdą historię da się opowiedzieć jednym porównaniem. Ale czasem liczby mówią wyjątkowo wiele.
2017 rok, czasy rządów PiS:
- 25 oferowanych koni
- 6 sprzedanych
- 410 tys. euro
2026 rok:
- 16 wystawionych koni
- 16 sprzedanych
- Kupcy z 10 państw
- 1 mln euro
Nie chodzi wyłącznie o to, że dzisiejszy wynik finansowy jest ponad dwukrotnie wyższy niż w 2017 roku.
Najważniejszy jest komplet sprzedaży koni.
Na tak wyjątkowym rynku to właśnie zainteresowanie ofertą i gotowość międzynarodowych klientów do zakupu najlepiej pokazują siłę marki i zaufanie do hodowli.
Sukces ma wielu autorów
– Przywracamy należną rangę i pozycję hodowli koni arabskich w Polsce. To efekt pracy ludzi, którzy mają wiedzę, doświadczenie i pasję, ale także dobrej współpracy stadnin, Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa i Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Duże zainteresowanie tegorocznymi Dniami Konia Arabskiego i wyniki aukcji pokazują, że ta praca przynosi efekty. Nie zatrzymujemy się i będziemy dalej wspierać polską hodowlę – powiedział minister rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski.
Sukcesu Janowa nie można przypisać jednej decyzji, jednemu ministrowi ani jednej instytucji.
Za każdym koniem stoją lata pracy hodowców, masztalerzy, weterynarzy, trenerów i pracowników stadnin. Stoją za nim wiedza, odpowiedzialna selekcja hodowlana i doświadczenie przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Rolą państwa nie jest zastępowanie tych ludzi.
Rolą państwa jest tworzenie im warunków, w których mogą być najlepsi na świecie.
Po co Polsce państwowe stadniny?
Pride of Poland nie można traktować wyłącznie jako aukcji drogich koni dla zamożnych klientów.
Janów Podlaski, Michałów i Białka chronią dorobek polskiej myśli hodowlanej, cenny materiał genetyczny oraz wiedzę gromadzoną przez pokolenia.
To właśnie jest podstawowe zadanie państwowej hodowli: ochrona i doskonalenie najcenniejszego materiału genetycznego oraz zachowanie ciągłości hodowli.
Polskie araby pokazują przy tym coś ważnego dla całego rolnictwa.
Polska nie musi konkurować ze światem wyłącznie ceną. Może konkurować jakością, wiedzą, genetyką, tradycją i marką premium.
To na takich przewagach warto budować nowoczesne i dochodowe polskie rolnictwo.
Sukces jednej aukcji to dopiero początek
– Polska hodowla koni arabskich jest marką rozpoznawalną na świecie i chcemy tę markę konsekwentnie wzmacniać. Potrzebna jest do tego współpraca na każdym poziomie – od hodowców i pracowników stadnin, przez KOWR, po resort rolnictwa. Państwowe stadniny mają ogromny dorobek i potencjał, dlatego naszym zadaniem jest tworzenie warunków do ich dalszego rozwoju – podkreślił Stefan Krajewski.
Teraz zadaniem jest utrzymanie tego kierunku: stabilne zarządzanie państwowymi stadninami, ochrona najcenniejszego materiału hodowlanego, promocja polskich arabów na światowych rynkach i dalsze wzmacnianie międzynarodowej pozycji Pride of Poland.
Bo sukces jednej aukcji cieszy.
Prawdziwym sukcesem będzie trwałe umocnienie pozycji polskiej hodowli w światowej czołówce.
Państwowe stadniny potrzebują fachowców, nie rewolucji
Historia Janowa Podlaskiego jest również lekcją dla polityków.
Państwowe stadniny nie potrzebują rewolucji po każdych wyborach. Potrzebują fachowców, ciągłości, cierpliwości i państwa, które szanuje wiedzę ludzi budujących ich pozycję.
NIK powiedziała to językiem kontroli: częste zmiany w zarządach nie sprzyjają ciągłości i jakości zarządzania.
My powiedzmy to jeszcze prościej.
Politycy przychodzą i odchodzą. Rodowody pozostają. Wiedza pozostaje. Marka pozostaje.
Dlatego obowiązkiem państwa nie jest zaczynanie wszystkiego od nowa po każdych wyborach. Jest nim chronienie tego, co Polska budowała przez pokolenia, i rozwijanie tego dorobku.
Nie będziemy przekonywać, że wszystko zostało już zrobione. Odbudowa renomy wymaga czasu, a jeden udany rok nie kończy pracy.
Ale tegorocznego wyniku nie trzeba upiększać:
- 16 wystawionych koni.
- 16 sprzedanych.
- 10 państw.
- 1 mln euro.
Po latach, w których nad przyszłością Pride of Poland pojawiały się znaki zapytania, dziś z Janowa Podlaskiego płynie zupełnie inny sygnał.
Polskie araby znów jadą w świat.
A świat znów przyjeżdża po nie do Polski.



